poniedziałek, 30 stycznia 2017

Wszyscy jesteśmy aktorami

Wszyscy jesteśmy aktorami

Czasami miewam takie chwile, kiedy chciałabym po prostu uciec do jakiegoś miejsca, gdzie nikt nie zna mojego imienia. Po prostu wsiąść do przypadkowego pociągu i zostawić za sobą wszystkie problemy oraz zmartwienia, jakie mnie dręczą. Siedząc na dworcu zawsze sobie wyobrażałam, że ktoś z większą odwagą, właśnie tak postąpił i wyruszył w tę podróż donikąd bez żadnego bagażu. Wiem, że to mało prawdopodobnie, ale moja dusza pisarska jakoś nie może się powstrzymać od wymyślania takich scenariuszy.
Do napisania tego postu i tych przemyśleń zainspirował mnie film na yt z kanału Rob$on (WSZYSCY MAMY SWOJĄ HISTORIĘ - Słownik odc. 2). Mówił tam o bohaterach trzecio i dwuplanowych.
Codziennie mijamy tysiące ludzi, którzy dla nas nic nie znaczą, a my nie znaczymy nic dla nich. Każdy z nas jest jak główny bohater swojego własnego filmu, a reszta to tylko bohaterzy trzecioplanowi. Jednak nasz każdy trzecioplanowy bohater, każda osoba, którą mijamy na ulicy, jest zarazem głównym bohaterem w swoim własnym filmie. Rozumiecie? Trochę to pokręcone.
Chcę po prostu powiedzieć, że ten każdy film jest inny, być może niektóre są podobne, inne smutne...
Większości tych filmów nigdy nie zobaczymy, ani nie zagramy w nich żadnej roli.



poniedziałek, 9 stycznia 2017

Tea book tag

Tea book tag

Wprawdzie nie przepadam za tagami, jednak gdy tylko natknęłam się na powyżej wspomniany „Tea book tag”, po prostu nie potrafiłam przejść obok niego obojętnie. Być może to przez to, że mam słabość do herbaty oraz książek, o czym niektórzy stali czytelnicy zapewne już wiedzą. Wraz z przyjściem nowego roku na blogu zrobiło się nieco poważniej, więc myślę, że ten post nie jest takim złym pomysłem. Takie rozładowanie tej zbyt nawet jak dla mnie, poważnej atmosfery, jaka tu zagościła w ostatnim czasie. Może więc już przejdę do treści, zanim wszyscy uśniemy.

CZARNA HERBATA, CZYLI TWÓJ ULUBIONY KLASYK

Klasyki w mym przypadku to ciężki temat. Będąc jeszcze w szkole podstawowej lektury skutecznie odstraszyły mnie od tego typu powieści. Jedyną lekturą, jaką wspominam pozytywnie jest "Mała księżniczka” autorstwa Frances Hodgson Burnett, która powstała ponad 100 lat temu. Uwielbiałam tę opowieść i w bliskiej przyszłości na pewno przeczytam ją ponownie.


HERBATA OOLONG, CZYLI KSIĄŻKA, KTÓREJ POŚWIĘCA SIĘ MAŁO UWAGI

Myślę, że dobrym kandydatem na to miejsce będzie „Złodziejka książek” autorstwa Markusa Zusaka. Jest to wyjątkowo poruszająca opowieść, której akcja dzieje się podczas II Wojny Światowej w Niemczech. Historia podwójnie zasługuje na uwagę, ponieważ jej narratorem jest... śmierć. Bohaterką jest Liesel Meminger, która pierwszą swoją książkę kradnie na pogrzebie brata, a następną na płonącym stosie nazistów. Odkrywa swoją miłość do książek i potęgę, jaką mają słowa. Po prostu niesamowita opowieść o nadziei, miłości oraz przyjaźni w niebezpiecznych czasach.

BIAŁA HERBATA, CZYLI KSIĄŻKA NIESŁUSZNIE POPULARNA

Istnieje tak wiele niesłusznie popularnych książek, że mogłabym zrobić z nich listę, przynajmniej takie jest moje zdanie. Mimo to niedługo się nad tym zastanawiałam i szybko doszłam, że to miejsce dla „Fangirl". Idealnie wypromowana z chwytliwym tytułem, po który każdy sięgnie. To także na mnie zadziało, jednak historia niesamowicie rozczarowała.

ICED TEA, CZYLI KSIĄŻKA, KTÓRA ZMROZIŁA CI KREW W ŻYŁACH

Szczerze uwielbiam czytać każdy gatunek i nie mam jakiś specjalnych wymogów. Thriller mam za to tylko jeden na półce i jest to „Dziewczyna z pociągu”, którą pochłonęłam w jakieś dwa dni. Trudno mi w jakikolwiek sposób opisać tę książkę bez robienia spojlerów. Zapewne, jednak i tak większość z was ją zna. Powiem, więc tylko, że warto zainwestować w tę lekturę.

Gratulacje, jeśli ktoś dotrwał do końca. Nie będę nikogo nominować, bo myślę, że ten punkt zawsze mija się z celem. Wybieranie kilku osób, jakby to było specjalne wyróżnienie. Ja nominuję więc wszystkich, którzy mają ochotę na zrobienie takiego tagu. Zapraszam również na dyskusję w komentarzach i proszę o zadawanie pytań do Q&A.

Znacie jakieś z tych książek? Jakie przeczytaliście ostatnio?


piątek, 6 stycznia 2017

Trochę o social media

Trochę o social media

Pierwsza była Prehistoria, później Starożytność i Średniowiecze, następnie Nowożytność, aż w końcu dotarliśmy do „Czasów Współczesnych". Więc jak będzie się nazywać kolejna epoka? Będąc szczera nawet bym się chyba nie zdziwiła gdyby nazywała się epoką smartphone. Dzisiaj gdzie nie spojrzymy wszędzie widzimy z ludzi z telefonami w ręku. Nieważne gdzie się znajdujemy i co robimy, nałogowo sprawdzamy wiadomości, robimy zdjęcia lub oglądamy filmiki.
Rozpoczynając dzień, pierwsze co robimy to przeglądamy wszystkie portale społecznościowe zaczynając od Instagrama, przez Snapchat, aż po Twitter. Stajemy się zachłanni chcąc coraz więcej wyświetleń pod naszymi postami i więcej polubień pod naszymi zdjęciami. Zapisujemy wszystko w pamięci telefonów zamiast w naszej własnej głowie. To smutne, że dzisiaj chcemy mieć tysiąc znajomych na Facebooku, zamiast kilku prawdziwych, rozmawiać przez Skype zamiast twarzą w twarz...

Kiedyś graliśmy w gry planszowe i klasy, wychodziliśmy na dwór, aby po prostu spotkać się ze znajomymi. Dzisiaj? Zostajemy w domy, bo „Tam nie ma WiFi". Kiedy jesteśmy w restauracji koniecznie robimy zdjęcia jedzenia zanim je zjemy. Przecież wszyscy muszą wiedzieć jak dobrze się bawimy, co jemy i co robimy...
Ale nasze życie nie musi tak wyglądać. Nie mówię tu od kompletnym odcięciu od świata i życiu w jaskini, a małym limicie. Wyjść pobiegać, pobawić się z psem, odłożyć telefon.

Prawda jest taka, że możemy kupić nowy telefon, nowy komputer, nowy aparat, ale nie możemy kupić nowego życia.

wtorek, 3 stycznia 2017

To co nas zabija

To co nas zabija


Czasami przychodzą do nas dni, kiedy budzimy się z poczuciem jakby coś nam zabrano, jednak nie wiemy dokładnie co. Bez najmniejszego powodu zamykamy się w sobie i milczymy odnajdując się w świecie do którego możemy uciec. Czujemy jakby to całe szczęście zostało nam bezpowrotnie odebrane, a my już straciliśmy prawo do jego posiadania. Po jakimś czasie chcemy się tego pozbyć, ale to nie takie proste. Mówimy więc sobie, że to tylko chwilowe, jutro będzie lepiej, jednak jutro jest tak samo.

Rzeczy, które sprawiały nam radość stają się dla nas bezwartościowe, bo nie dają nam tego czego potrzebujemy. Wszystko staje się dla nas obojętne oceny, znajomi, kolejny dzień, który przyniesie jeszcze więcej bólu. To nie jest jak czarno-biały stan z tumblr, to nie wymówka na lenistwo, to jest prawdziwe i to nas przeraża.

Staramy się nie stracić resztki samych siebie i po prostu idziemy do szkoły, czy pracy uśmiechając się, po czym gramy szczęśliwych, ponieważ to jest znacznie prostsze od tłumaczenia, dlaczego jest się smutnym, kiedy sami tego do końca nie rozumiemy. Dlatego odgradzamy się od wszystkich, nawet tych, którzy starają się nam pomóc zapadając się coraz głębiej i głębiej.
Nie chcemy nikomu mówić o tym co czujemy, aby ich nie zranić, wolimy trzymać to w sobie i nie pokazywać swoich słabości. Bo coś nam ciągle szepta, że ludzie to wykorzystają, a potem będzie już tylko gorzej. Bo boimy się usłyszeć zdania jak „Musisz być silny” lub „Co cię nie zabije to cię wzmocni". Kłamstwo. To, co cię nie zabije wcale nie musi cię wzmocnić.

Być może brzmi to, jak kolejna motywacja lub pseudo filozofia, jednak są to moje przemyślenia, z którymi chciałam się z wami podzielić. To po prostu mnie przeraża jak wiele jest dzisiaj osób, które czują się tak każdego dnia. Żyją z poczuciem jakby byli sami i chociaż pragną się z tego wydostać, nie potrafią. Przestają się śmiać. Przestają rozmawiać. Przestają słuchać. Przestają jeść. Przestają spać. Przestają żyć. Niby mamy parę oczu i dobry wzrok, jednak tak naprawdę nic nie widzimy. Czasami może warto się zatrzymać i spojrzeć za siebie oraz na boki. Pokazać komuś, że nie jest sam i spróbować pomóc, chociaż być może nie będzie tego chciała. Nikt z nas tak naprawdę nie jest sam, choćbyśmy nie wiadomo jak bardzo tego chcieli.
Copyright © 2014 Paper Girl , Blogger