poniedziałek, 3 lipca 2017

Powrót i podsumowanie

Powrót i podsumowanie
Nie było mnie tutaj całkiem długo. Koniec roku szkolnego jak zawsze okazuje się bezlitosny. Nagle zaczyna się bieg po ostatnie oceny i każdy dzień wygląda tak samo. Cieszę się, że mam już to za sobą, chociaż w sierpniu ponownie powitają mnie szkolne progi i wszystko zacznie się od nowa. Pomimo że niewiele miałam czasu, zawsze starałam się znaleźć coś, co w jakiś sposób umili mi dzień. Dlatego też dzisiaj, chciałabym się z wami podzielić niektórymi z tych małych odkryć. Wiele z tych rzeczy, po prostu zasługuje na to, aby coś więcej o nich opowiedzieć.
Można to nazwać pseudo podsumowaniem ostatniego miesiąca. Nie przypominam sobie, abym wcześniej robiła tutaj coś takiego, ale w końcu zawsze musi być ten pierwszy raz, prawda?

SERIAL



Pierwszą rzeczą, która naprawdę umiliła mi ostatnie trzy dni, jest serial "Red Band Society". Opowiada on o chorych nastolatkach, których losy łączą się na szpitalnym oddziale. Mimo różnorodnych charakterów oraz zmagań, starają zawsze się wspierać. Czerwone opaski na ich nadgarstkach nie tylko symbolizują przynależność do ich małego bractwa, ale i znak, że nie są z tym wszystkim sami. Być może nie jest to najwspanialszy serial, jaki oglądałam w swoim życiu, jednak naprawdę go polubiłam i szczerze polecam go wszystkim, którzy potrzebują czegoś na zabicie czasu. Istnieje tylko jeden sezon (13 odcinków), więc uporanie się z tą pozycją nie powinno wam zająć dużo czasu.

SERIAL/KSIĄŻKA



Kolejny punkt, znowu kręci się wokół nastolatków, także nie jest on zbytnio wesołym oraz lekkim tematem. Prawdopodobnie większość z was już słyszała o książce, jaki i serialu, a mowa tutaj o 13 Powodów". Jest to historia o nastoletniej Hannah Baker, która popełniła samobójstwo i nagrała 13 powodów, dlaczego to zrobiła. Historia zaczyna się, kiedy paczkę z owymi powodami, dostaje Clay, chłopak, który zawsze coś do dziewczyny czuł, jednak bał się do tego przyznać. Razem z nim w przygnębiającym tonie tułamy się po mieście, słuchając kaset pozostawionych przez Hannah. Jest to bardzo smutna opowieść, jednak myślę, że każdy powinien ją poznać, nieważne czy to przez serial, czy też książkę.


„Chcę wcisnąć „Stop” w walkmanie i przewinąć, cofnąć całą tę rozmowę. Cofnąć się w przeszłość i ostrzec ich. Albo zrobić coś, by się w ogóle nie poznali. Ale nie mogę. Nie można przewinąć przeszłości. „

WATTTPAD NOVEL



Skoro jesteśmy już przy historiach o nastolatkach, pozwolę więc sobie przy nich także pozostać. Ten punkt dotyczy opowiadania dostępnego w serwisie Wattpad - miejscu gdzie można czytać prace innych użytkowników lub też samemu zabrać się do tworzenia. Posiadam tam już konto od trzech lat, jednak w ostatnim czasie wyjątkowo często tam zaglądam. Być może serwis różni się od tego sprzed kilku lat, lecz wciąż można znaleźć tam prawdziwe perełki.
Ja myślę, że przynajmniej taką znalazłam. Teen Gods (by Marzycielka089) to historia o zwyczajnych zagubionych nastolatkach, którzy posiadają imiona jak bogowie z grackiej mitologii. Mimo że nie pojawia się tam zwarta akcja, ciężką było mi się oderwać od tej lektury. O tym jednak musicie się sami przekonać. Książka posiada już dziesięć tysięcy wyświetleń, na co moim skromnym zdaniem, w pełni zasługuje.


„Niektórych rzeczy po prostu się żałuje, jak to, że ma się wady. Za niektóre z nich trzeba zapłacić wstydem, smutkiem lub nienawiścią wobec drugiej osoby, lub samego siebie.

Nic nie jest proste, zwłaszcza bycie nastolatkiem pogubionym w swej niedoskonałości. Pragniemy być lepsi. To nas pogrąża.

Jednak, jak zaakceptować swoje wady, gdy one tak utrudniają życie?”


PIOSENKA


Aby nikogo do końca już nie zanudzić, skończę ten post piosenką, która już od kilku dni chodzi mi po głowie. Na nią również wpadłam na wattpadzie, ponieważ zainspirowała jednego z autorów do napisania nowej historii. Nie dziwię się, ponieważ piosenka jest naprawdę świetna. Pomimo że przesłuchałam już wiele piosenek zespołu Hurts, to właśnie Beautiful Ones podoba mi się najbardziej.




A co jest waszymi ulubieńcami ostatniego miesiąca?

*Photos via google

niedziela, 28 maja 2017

Zachód słońca

Zachód słońca


Kolejny zachód słońca. Symbol końca dnia i upływu czasu. Zawsze uważałam to za coś pięknego oraz spektakularnego. Sposób, w jaki słońce chowa się za horyzontem zmieniając barwę nieba na jasny róż. To zawsze mi przypomina, że dzień dobiega końca, a ja jestem bliżej jakiegoś celu, kolejnej stacji na mojej drodze. Każdy z nas przeżywa to codziennie, aż w końcu nachodzi ta pora, kiedy cyferka w kalendarzu przestaje być już tylko zwykłą cyferką i to na co tak czekaliśmy staje się rzeczywistością. Mogą to być urodziny, na które tak czekaliśmy z utęsknieniem, wymarzony ślub lub podróż życia. Ważne jednak żebyśmy każdego dnia robili coś, aby przybliżyć się do tych wymarzonych celi oraz marzeń. Tak byśmy pewnego dnia na końcu podróży spojrzeli na ostatni zachód słońca i powiedzieli z uśmiechem: „Udało się".








piątek, 14 kwietnia 2017

Q&A - Jak zaczeła się moja przygoda?

Q&A - Jak zaczeła się moja przygoda?


Ostatnie tygodnie były dla mnie pracowite. Kilka sprawdzianów, masa pracy domowej i jeden projekt do zrobienia, a na wszystko tak mało czasu. Całe dnie spędzałam w szkole, a wracając do domu marzyłam tylko o moim ciepłym łóżku. Dlatego teraz uśmiecham się na samą myśl o tych dwóch tygodniach wypoczynku, jakie na mnie czekają i nieograniczonym czasie w blogosferze. Dzisiejszy post poświęcam pytaniom, jakie zadaliście mi pod ostatnim postem. Mam nadzieje, że w ten sposób poznacie mnie lepiej, a i ja się o was czegoś dowiem. Napiszcie własne odpowiedzi w komentarzach!

1. Jaką książkę przeczytałaś w ostatnim czasie?

W ostatnich miesiącach niestety mało czytałam i sama nie wiem z jakiego powodu. Być może w dużej mierze miał na to wpływ brak czasu oraz brak nowości w mojej bibliotece. Ostatnio, jednak przeglądając moje zbiory znalazłam książkę z dzieciństwa, Przygody Sindbada Żeglarza. Jest to książka polskiego pisarza, więc być może dlatego nigdy się za nią nie zabrałam. Po przeczytaniu jednak nie żałuję. To dobra powieść na zabicie czasu, mimo że nieco chaotyczna.

2. Jak zaczęła się twoja przygoda z blogiem?


Pisanie bloga zawsze było dla mnie jakimś małym marzeniem, dlatego pewnego dnia przemogłam się i zaczęłam realizować swój plan. Teraz jestem w tym miejscu i nigdy nie żałowałam swojej decyzji.

3. Masz swoją ulubioną książkę?

Trudno mi nazwać jakąś książkę moją ulubioną, ponieważ istnieje tyle pięknych i wyjątkowych historii. Wytypowanie tej najlepszej ze wszystkich jest dla mnie za trudne.

4. Co lubisz w blogach innych, a czego nie lubisz?

To trudne pytanie, a ja nigdy się nad nim nie zastanawiałam. Każdy ma inny styl, motywacje i zamysł, dlatego doceniam każdy blog. W ten sposób można dużo się nauczyć od innych. Nie lubię, jednak gdy ktoś kopiuje czyjąś prace i uznaje za swoją.

5. Czy jest książka, której całym sercem nienawidzisz?


Nie mogę powiedzieć, że jakiejś książki nienawidzę, ponieważ to słowo wydaje mi się za mocne. Chyba nigdy nie żywiłam, aż takich uczuć do jakiejś powieści. Zdarzają się historie, których po prostu nie lubię. Gdybym zrobiła, jednak listę takich książek, myślę, że lektura W pustyni i w puszczy byłaby na pierwszym miejscu.

6. Z jaką postacią z książki najbardziej się utożsamiasz?

Myślę, że nie ma takiej postaci. Zdarza mi się, jednak czasami wczuwać w powieść tak bardzo, że odczuwam to, co główny bohater.

7. Noc czy dzień?

Zdecydowanie noc, ponieważ to wtedy w mojej głowie pojawia się najwięcej pomysłów odnośnie pisania. Czasami, jednak jest to uciążliwe, kiedy chcę spać hah

8. Jak wpływa na ciebie muzyka?

Uwielbiam słuchać muzyki, niezależnie od humoru. Kiedy jestem zdenerwowana, uspokaja mnie, kiedy jestem smutna, pociesza mnie itd.

Mam nadzieje, że dobrze odpowiedziałam na wasze pytania. Dziękuję, że mi je zadaliście, teraz czekam na wasze odpowiedzi :)

niedziela, 2 kwietnia 2017

Dlaczego czytamy?

Dlaczego czytamy?

Każdy zapalony czytelnik choć raz w życiu usłyszał to zdanie, na które musiał odpowiedzieć - „Po co ty w ogóle czytasz te książki?". Słysząc je wielokrotnie, zawsze nie wiedziałam co odpowiedzieć. Bo jak wytłumaczyć osobie, która nie czyta, jak wielkie znaczenie mają dla mnie te historie zapisane na pożółkłych kartkach papieru? Gdybym powiedziała prawdę od razu pomyślałaby, że potrzebuję psychologa. Bo jak inaczej opisać przygody, które się przeżywa w miejscach nieistniejących na mapie lub uczucie podróży w czasie bez opuszczania wygodnego łózka. To jest właśnie coś o czym trzeba się przekonać na własnej skórze.

Zawsze byłam zdania, że każdy lubi czytać, jednak większość o tym nie wie, bo po prostu nie znalazła tej wyjątkowej książki. Znam wiele osób, które nienawidziły książek przez szkolne lektury, czy też inne powody, jednak z czasem pokochały czytać i to w większości przez Harry'ego Pottera. Ja sama nie wiem, kiedy zaczęła się moja miłość do książek. Ona zawsze gdzieś ze mną była. Kiedy byłam mała, zamiast bawić się lalkami jak większość dziewczynek w moim wieku, kryłam się za stronami zapisanymi czarnym literkami i kolorowymi obrazkami. Być może to dlatego teraz czuję, co czuję w stosunku do tych wszystkich powieści.

Uwielbiam uciekać w inny świat i stawać się częścią historii, której sama nie mogłabym sobie wyobrazić. To jak film, który sama układam w głowie. Ucieczka, która na chwilę zabiera moje smutki, zmartwienia i trud codzienności. Taki rodzaj leku na całe zło, który nie można znaleźć w żadnej aptece. Za każdym razem potrzebujesz coraz więcej, aż w końcu się uzależniasz. Rodzaj zapomnienia, przez który nigdy nie czujesz się samotny.


W najbliższym czasie zamierzam zrobić Q&A, więc zapraszam do zadawania pytań w komentarzach x

A dlaczego ty czytasz?

Photo via tumblr

sobota, 18 marca 2017

Morze, czyli moje miejsce na przemyślenia

Morze, czyli moje miejsce na przemyślenia


Morze. Fale rozbijające się na brzegu. Statki na horyzoncie, które płyną w nieznanym kierunku. Mewy latające gdzieś w tle. Gorący piasek pod stopami i ciepłe promienie słońca. To wszystko sprawia, że tak bardzo lubię to miejsce. Kojarzy mi się z wakacjami i przywołuje błogie wspomnienia z dziecięcych dni, gdy zbierałam muszelki i szukałam gładkich kamieni w morzu. Teraz za każdym razem, kiedy jestem na plaży, spaceruję tylko brzegiem i rozmyślam. Myślę nad wszystkim, co mnie trapi lub wspominam. Dopiero wtedy zaczynam doceniać urok, jaki ma w sobie morze. Dopiero wtedy dostrzegam, jakie potrafi być zmienne. Czasami spokojne i przyjazne, a innym razem burzliwe oraz zdradliwe. Zupełnie jak ludzie. I, pomimo że widziałam już wiele przypływów i odpływów, wciąż tam wracam, aby na nowo przemyśleć różne sprawy, poukładać wszystko na swoje miejsce, a później wrócić do domu z zasobem nowej energii oraz świeżych pomysłów.











A jakie jest wasze miejsce na przemyślenia?

poniedziałek, 6 marca 2017

Dlaczego piszemy?

Dlaczego piszemy?

Dlaczego piszę? To chyba jedno z najtrudniejszych pytań, na jakie przyszło mi odpowiedzieć i to nie dlatego, że nie znam na nie odpowiedzi, a dlatego, że jest zbyt trudne, aby je wytłumaczyć. Słowa zawsze były dla mnie jak taki skryty przyjaciel, który zawsze przy mnie był, gdy nie było nikogo innego. Nieważne czy w postaci książek, wierszy, czy też amatorskich historyjek, które pisałam w zeszycie skrytym na dnie szuflady. Gdzieś w środku wpisałam sobie miłość do pisania, a ona już ze mną została.

Wciąż pamiętam moje pierwsze opowiadanie, które napisałam w podstawówce. Jest dla mnie wyjątkowe nie tylko przez to, że pierwsze, ale i też przez to, co ze sobą niesie. Była to historia o biedronce i kwiatku, którzy zyskali prawdziwą przyjaźń, kiedy wszyscy inni się od nich odwracali. Dopiero kiedy z nieba spadł promyk słońca, stali się dla nich piękniejsi i bardziej wartościowi. Być może brzmi teraz zabawnie, jednak jest to historia, która nieustannie powtarza się w dzisiejszym świecie. Od tamtej pory chciałam, żeby wszystkie moje słowa takie były, prawdziwe i z przesłaniem.

To było coś osobistego, jednak istnieje milion innych powodów, które dotyczą niemal wszystkich pisarzy. Lubię to uczucie, kiedy mogę przelać na papier wszystkie moje myśli, nawet jeśli czasami mam z tym problem. Lubię siedzieć w łóżku z herbatą, kiedy moje palce uderzają w klawiaturę. Lubię przyprawiać innych o śmiech, wzruszenie, łzy. Lubię wymyślać zawiłe historie. Lubię znikać.

To jedne z najlepszych uczuć jakie można doświadczyć, a ja nie zamieniłabym ich na nic innego.


Właśnie dlatego piszę. A ty?

środa, 1 marca 2017

Moje ulubione cytaty

Moje ulubione cytaty

Chyba każdy z nas ma parę swoich sentencji, które znaczą dla nas coś więcej niż parę słów. Dla innych może być to kolejny cytat, pseudo filozoficzne zdanie, a dla nas ma jednak głębsze znaczenie. Należę do grupy osób, które mają takich wiele i każdy jest wyjątkowy. Zawsze kiedy je czytam mam wrażenie, że przybierają na znaczeniu, a mimo to za każdym razem inaczej je postrzegam.

niedziela, 12 lutego 2017

Pierwsza praca

Pierwsza praca

Praca to temat, który ostatnio nieustannie krąży po mojej głowie. Być może to przez posty, jakie niedawno czytałam, a może to przez wydarzenia, które miały miejsce w ostatnim czasie. Jak najdłużej starałam się wyprzeć te myśli z mojej głowy, tłumacząc się, że wciąż mam czas na wybór tej odpowiedniej drogi. Prawda jest, jednak taka, że czas potrafi być zdradliwy, a dwa lata w rzeczywistości mogą być jak dwie minuty. Być może nie w dosłownym znaczeniu, ale myślę, że rozumiecie co mam na myśli.

Chociaż mieszkam w Niemczech już długi czas, ciągle stykam się z nowymi rzeczami, do których muszę się przyzwyczaić. Jedną z nich są praktyki - pierwsza styczność ze „światem pracy". Są to dwa tygodnie, podczas których uczniowie, zamiast iść do szkoły, idą do pracy i uczą się wybranego przez siebie zawodu. Brzmi nawet fajnie, prawda?

Cóż proces pisania podania był dla mnie małym wyzwaniem, jednak z pomocą nauczycieli dałam radę i jak na pierwszy raz byłam zadowolona z efektów swojej pracy. Jako osoba, która interesuje się mediami, musiałam się oczywiście zgłosić do dwóch lokalnych gazet. Niestety spotkałam się z odmową, co nieco ostudziło mój zapał do całej sprawy. Nie poddałam się jednak i poszłam w zupełnie innym kierunku, który jest dla mnie także niezmiernie interesujący. W końcu do trzech razy sztuka, tak?

Mam przed sobą jeszcze tydzień nauki w studiu sportowym, gdzie także od roku trenuje karate. Moim zadaniem jest uczestniczenie oraz pomoc w treningach, ale także praca w kawiarni. Jak na razie obyło się bez żadnych pobitych filiżanek, tylko lekko stłuczonych talerzy oraz obolałego ciała. Cieszę się, jednak, że mogę w tym wszystkim uczestniczyć i ciągle poznawać nowe rzeczy. Cały dzień przepełniony ruchem jest małym wyzwaniem, jednak nic chyba nie mogłoby sprawić mi większej przyjemności.

Z całej sytuacji wyciągami, mimo wszystko pozytywne wnioski. Nie rezygnuję z gazety i na pewno za rok ponownie spróbuję. Wiem, jednak już, że na pewno kiedyś będę łączyć moją pracę ze sportem. Wybór kierunku nie oznacza tylko jednej drogi, którą trzeba pożądać. Czasami są możliwe także inne ścieżki bez zgubienia tego głównego celu.



A jakie są wasze przemyślenia w tej sprawie?

poniedziałek, 6 lutego 2017

List do przyszłej mnie

List do przyszłej mnie

Droga ja z przyszłości!

Zapewne wiesz, że nigdy nie potrafiłam pisać listów, to zawsze wychodziło mi okropnie. Mam nadzieje, że chociaż ty stałaś się lepsza w tej sztuce. Pisząc ten list mam tak naprawdę pustkę w głowie, nie mam pojęcia co chcę ci przekazać i zapewne to też nie jest dla Ciebie żadną niespodzianką. Wiesz, że nigdy nie potrafiłam planować oraz nie lubię myśleć nad tysiącami spraw, wolę po prostu to robić. Nie popełniaj tego samego błędu co ja. Czasami warto coś przemyśleć, zanim się za to zabierzesz.

Dzisiaj jest ważny dzień, wiesz? Może nie jakiś wielki, jednak to pierwszy dzień moich praktyk w studiu sportowym. Dwa tygodnie, podczas których poznam jak wygląda prawdziwa praca. To skłania mnie do przemyśleń kim tak naprawdę chcę być w przyszłości i kompletnie nie mam pojęcia, ponieważ w tej chwili mam tysiąc rzeczy, które mnie interesują. Nie wiem kim teraz jesteś, jednak mam nadzieje, że nie zrobiłaś żadnej głupoty i robisz to co naprawdę kochasz. Nawet jeśli nie, pamiętaj, że zawsze istnieje plan B, a jeśli i on zawiedzie, w alfabecie jest jeszcze dużo innych liter. Postaraj się jednak uczyć na błędach, zamiast ciągle je popełniać i nie wyciągać żadnych wniosków.

Wiem, że nadal marzysz o Londynie i Anglii, to się po prostu czuje, wtedy już wiesz, że nic tego nie zmieni. To taka magiczna więź, która łączy Cię z miejscem, w którym nigdy nie byłaś. Jeśli jeszcze Cię tam nie ma, rzuć wszystko i pojedź tam choćby w tej chwili.

Pamiętaj też, że nie każdy, kto jest dla Ciebie miły musi taki być. Ludzie ciągle będą przychodzić i odchodzić z twojego życia. Jedynymi ludźmi, którzy zostaną to rodzina. Oni zawsze będą z tobą, więc nie zapominaj o nich, bo oni nigdy nie zapomną o tobie.
Spełniaj marzenia i nie rezygnuj z nich, nawet jeśli będą wydawać się zupełnie nieosiągalne. Po prostu bądź szczęśliwa.

Ty z przeszłości.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Wszyscy jesteśmy aktorami

Wszyscy jesteśmy aktorami

Czasami miewam takie chwile, kiedy chciałabym po prostu uciec do jakiegoś miejsca, gdzie nikt nie zna mojego imienia. Po prostu wsiąść do przypadkowego pociągu i zostawić za sobą wszystkie problemy oraz zmartwienia, jakie mnie dręczą. Siedząc na dworcu zawsze sobie wyobrażałam, że ktoś z większą odwagą, właśnie tak postąpił i wyruszył w tę podróż donikąd bez żadnego bagażu. Wiem, że to mało prawdopodobnie, ale moja dusza pisarska jakoś nie może się powstrzymać od wymyślania takich scenariuszy.
Do napisania tego postu i tych przemyśleń zainspirował mnie film na yt z kanału Rob$on (WSZYSCY MAMY SWOJĄ HISTORIĘ - Słownik odc. 2). Mówił tam o bohaterach trzecio i dwuplanowych.
Codziennie mijamy tysiące ludzi, którzy dla nas nic nie znaczą, a my nie znaczymy nic dla nich. Każdy z nas jest jak główny bohater swojego własnego filmu, a reszta to tylko bohaterzy trzecioplanowi. Jednak nasz każdy trzecioplanowy bohater, każda osoba, którą mijamy na ulicy, jest zarazem głównym bohaterem w swoim własnym filmie. Rozumiecie? Trochę to pokręcone.
Chcę po prostu powiedzieć, że ten każdy film jest inny, być może niektóre są podobne, inne smutne...
Większości tych filmów nigdy nie zobaczymy, ani nie zagramy w nich żadnej roli.



poniedziałek, 9 stycznia 2017

Tea book tag

Tea book tag

Wprawdzie nie przepadam za tagami, jednak gdy tylko natknęłam się na powyżej wspomniany „Tea book tag”, po prostu nie potrafiłam przejść obok niego obojętnie. Być może to przez to, że mam słabość do herbaty oraz książek, o czym niektórzy stali czytelnicy zapewne już wiedzą. Wraz z przyjściem nowego roku na blogu zrobiło się nieco poważniej, więc myślę, że ten post nie jest takim złym pomysłem. Takie rozładowanie tej zbyt nawet jak dla mnie, poważnej atmosfery, jaka tu zagościła w ostatnim czasie. Może więc już przejdę do treści, zanim wszyscy uśniemy.

CZARNA HERBATA, CZYLI TWÓJ ULUBIONY KLASYK

Klasyki w mym przypadku to ciężki temat. Będąc jeszcze w szkole podstawowej lektury skutecznie odstraszyły mnie od tego typu powieści. Jedyną lekturą, jaką wspominam pozytywnie jest "Mała księżniczka” autorstwa Frances Hodgson Burnett, która powstała ponad 100 lat temu. Uwielbiałam tę opowieść i w bliskiej przyszłości na pewno przeczytam ją ponownie.


HERBATA OOLONG, CZYLI KSIĄŻKA, KTÓREJ POŚWIĘCA SIĘ MAŁO UWAGI

Myślę, że dobrym kandydatem na to miejsce będzie „Złodziejka książek” autorstwa Markusa Zusaka. Jest to wyjątkowo poruszająca opowieść, której akcja dzieje się podczas II Wojny Światowej w Niemczech. Historia podwójnie zasługuje na uwagę, ponieważ jej narratorem jest... śmierć. Bohaterką jest Liesel Meminger, która pierwszą swoją książkę kradnie na pogrzebie brata, a następną na płonącym stosie nazistów. Odkrywa swoją miłość do książek i potęgę, jaką mają słowa. Po prostu niesamowita opowieść o nadziei, miłości oraz przyjaźni w niebezpiecznych czasach.

BIAŁA HERBATA, CZYLI KSIĄŻKA NIESŁUSZNIE POPULARNA

Istnieje tak wiele niesłusznie popularnych książek, że mogłabym zrobić z nich listę, przynajmniej takie jest moje zdanie. Mimo to niedługo się nad tym zastanawiałam i szybko doszłam, że to miejsce dla „Fangirl". Idealnie wypromowana z chwytliwym tytułem, po który każdy sięgnie. To także na mnie zadziało, jednak historia niesamowicie rozczarowała.

ICED TEA, CZYLI KSIĄŻKA, KTÓRA ZMROZIŁA CI KREW W ŻYŁACH

Szczerze uwielbiam czytać każdy gatunek i nie mam jakiś specjalnych wymogów. Thriller mam za to tylko jeden na półce i jest to „Dziewczyna z pociągu”, którą pochłonęłam w jakieś dwa dni. Trudno mi w jakikolwiek sposób opisać tę książkę bez robienia spojlerów. Zapewne, jednak i tak większość z was ją zna. Powiem, więc tylko, że warto zainwestować w tę lekturę.

Gratulacje, jeśli ktoś dotrwał do końca. Nie będę nikogo nominować, bo myślę, że ten punkt zawsze mija się z celem. Wybieranie kilku osób, jakby to było specjalne wyróżnienie. Ja nominuję więc wszystkich, którzy mają ochotę na zrobienie takiego tagu. Zapraszam również na dyskusję w komentarzach i proszę o zadawanie pytań do Q&A.

Znacie jakieś z tych książek? Jakie przeczytaliście ostatnio?


piątek, 6 stycznia 2017

Trochę o social media

Trochę o social media

Pierwsza była Prehistoria, później Starożytność i Średniowiecze, następnie Nowożytność, aż w końcu dotarliśmy do „Czasów Współczesnych". Więc jak będzie się nazywać kolejna epoka? Będąc szczera nawet bym się chyba nie zdziwiła gdyby nazywała się epoką smartphone. Dzisiaj gdzie nie spojrzymy wszędzie widzimy z ludzi z telefonami w ręku. Nieważne gdzie się znajdujemy i co robimy, nałogowo sprawdzamy wiadomości, robimy zdjęcia lub oglądamy filmiki.
Rozpoczynając dzień, pierwsze co robimy to przeglądamy wszystkie portale społecznościowe zaczynając od Instagrama, przez Snapchat, aż po Twitter. Stajemy się zachłanni chcąc coraz więcej wyświetleń pod naszymi postami i więcej polubień pod naszymi zdjęciami. Zapisujemy wszystko w pamięci telefonów zamiast w naszej własnej głowie. To smutne, że dzisiaj chcemy mieć tysiąc znajomych na Facebooku, zamiast kilku prawdziwych, rozmawiać przez Skype zamiast twarzą w twarz...

Kiedyś graliśmy w gry planszowe i klasy, wychodziliśmy na dwór, aby po prostu spotkać się ze znajomymi. Dzisiaj? Zostajemy w domy, bo „Tam nie ma WiFi". Kiedy jesteśmy w restauracji koniecznie robimy zdjęcia jedzenia zanim je zjemy. Przecież wszyscy muszą wiedzieć jak dobrze się bawimy, co jemy i co robimy...
Ale nasze życie nie musi tak wyglądać. Nie mówię tu od kompletnym odcięciu od świata i życiu w jaskini, a małym limicie. Wyjść pobiegać, pobawić się z psem, odłożyć telefon.

Prawda jest taka, że możemy kupić nowy telefon, nowy komputer, nowy aparat, ale nie możemy kupić nowego życia.

wtorek, 3 stycznia 2017

To co nas zabija

To co nas zabija


Czasami przychodzą do nas dni, kiedy budzimy się z poczuciem jakby coś nam zabrano, jednak nie wiemy dokładnie co. Bez najmniejszego powodu zamykamy się w sobie i milczymy odnajdując się w świecie do którego możemy uciec. Czujemy jakby to całe szczęście zostało nam bezpowrotnie odebrane, a my już straciliśmy prawo do jego posiadania. Po jakimś czasie chcemy się tego pozbyć, ale to nie takie proste. Mówimy więc sobie, że to tylko chwilowe, jutro będzie lepiej, jednak jutro jest tak samo.

Rzeczy, które sprawiały nam radość stają się dla nas bezwartościowe, bo nie dają nam tego czego potrzebujemy. Wszystko staje się dla nas obojętne oceny, znajomi, kolejny dzień, który przyniesie jeszcze więcej bólu. To nie jest jak czarno-biały stan z tumblr, to nie wymówka na lenistwo, to jest prawdziwe i to nas przeraża.

Staramy się nie stracić resztki samych siebie i po prostu idziemy do szkoły, czy pracy uśmiechając się, po czym gramy szczęśliwych, ponieważ to jest znacznie prostsze od tłumaczenia, dlaczego jest się smutnym, kiedy sami tego do końca nie rozumiemy. Dlatego odgradzamy się od wszystkich, nawet tych, którzy starają się nam pomóc zapadając się coraz głębiej i głębiej.
Nie chcemy nikomu mówić o tym co czujemy, aby ich nie zranić, wolimy trzymać to w sobie i nie pokazywać swoich słabości. Bo coś nam ciągle szepta, że ludzie to wykorzystają, a potem będzie już tylko gorzej. Bo boimy się usłyszeć zdania jak „Musisz być silny” lub „Co cię nie zabije to cię wzmocni". Kłamstwo. To, co cię nie zabije wcale nie musi cię wzmocnić.

Być może brzmi to, jak kolejna motywacja lub pseudo filozofia, jednak są to moje przemyślenia, z którymi chciałam się z wami podzielić. To po prostu mnie przeraża jak wiele jest dzisiaj osób, które czują się tak każdego dnia. Żyją z poczuciem jakby byli sami i chociaż pragną się z tego wydostać, nie potrafią. Przestają się śmiać. Przestają rozmawiać. Przestają słuchać. Przestają jeść. Przestają spać. Przestają żyć. Niby mamy parę oczu i dobry wzrok, jednak tak naprawdę nic nie widzimy. Czasami może warto się zatrzymać i spojrzeć za siebie oraz na boki. Pokazać komuś, że nie jest sam i spróbować pomóc, chociaż być może nie będzie tego chciała. Nikt z nas tak naprawdę nie jest sam, choćbyśmy nie wiadomo jak bardzo tego chcieli.
Copyright © 2014 Paper Girl , Blogger